Marki

5 przełomowych wydarzeń w historii marki Vans

Są takie marki obuwia, które zna cały świat. Ci, którzy stoją po stronie komfortu, luzu i designu chętnie stawiają na Vansy. Te buty towarzyszą nam już od niemal pięćdziesięciu lat. Charakterystyczna, gruba, „waflowana” podeszwa to znak rozpoznawczy, którego nie sposób pominąć ani też pomylić z żadną inną marką. A jak to wszystko się zaczęło? Oto kilka najciekawszych momentów w historii Vans.

 

Zaczęło się niepozornie…

… od niewielkiej manufaktury butów z gumową podeszwą. Pomysł na jej powstanie zrodził się w głowach braci Paula i Jamesa Van Dorenów ze słonecznej Kalifornii w USA. I to właśnie od holenderskiego „Van” w ich nazwisku wzięła się nazwa marki, którą dziś zna cały świat. Ale na początku nazwa była o wiele nudniejsza –  The Van Doren Rubber Company. I to właśnie pod nią, 16 marca 1966 roku w Anaheim w Kalifornii na 704 East Broadway otworzono pierwszy sklep.

O ile bracia Van Dorenowie i ich wspólnicy mieli niezły pomysł na design butów – tworzonych zresztą na indywidualne zamówienia klientów – o tyle marketing nie był ich najmocniejszą stroną. W dniu otwarcia sprzedali 12 par Vansów, przyjmując rano od swoich pierwszych klientów zamówienia i prosząc ich… o przyjście po południu, po odbiór gotowych butów. Zapas produktów? 🙂 Kto by o tym pomyślał! A to nie wszystko, bo producenci nie przygotowali sobie także zaplecza kasowego i nie mieli jak wydawać klientom reszty, gdy ci chcieli zapłacić za swoje buty. A przy cenach od $2,99 do $4,99 to mógł być problem… Rozwiązanie było równie nietuzinkowe, co sama oferta Vans – klientów po prostu poproszono o to, by przyszli zapłacić następnego dnia. I każda z dwunastu osób pojawiła się niezawodnie. (co za piękne czasy…).

 

buty vans


Lata 70-te: pierwsze kultowe modele

Od 1966 roku Vans stale zyskiwał na popularności. Buty z grubą, gumową podeszwą i designerskimi frontami pokochali przede wszystkim fani skatingu, którzy dzięki nim mogli lepiej balansować na desce, szalejąc już nie tylko po kalifornijskich ulicach. I to właśnie z myślą o nich w 1975 roku powstał model #95 – dziś znany lepiej jako Era. Zaprojektował go znany skater Tony Alva, a szeroki wybór designerskich kolorów i wzorów oraz wyściełana cholewka sprawiły, że te buty stały się hitem na dekady.

Ale to nie wszystko – rok później, bo w 1976 roku, powstał również model dedykowany tym, którzy od deski wolą jazdę na rowerach typu BMX – charakterystyczne #46, wsuwane, a nie sznurowane pokochało miliony.


1982 – szczyt popularności

Jednym z najbardziej przełomowych momentów w historii Vans był ten, w którym buty wkroczyły na srebrny ekran. Stało się tak za sprawą Seana Penna i filmu „Fast Times at Ridgemont High”.

Trailer tylko dla ludzi o mocnych nerwach:

Jego rolę, a przede wszystkim jego charakterystyczne wsuwane Vansy Slip-on w czarno-białą kratkę pamiętamy do dzisiaj. Tych zaś, którzy chcieli dorównać stylowi Penna nie brakowało i nie brakuje do dzisiaj.


1994 – poza USA

W latach 90-tych, Vansy znali już nie tylko fani deski i innych sportów. Erę i wiele innych modeli widziano na ulicach na całym świecie. I właśnie dlatego firma zdecydowała się na rozszerzenie produkcji, otwierając fabryki kultowych butów także poza rodzinnymi Stanami. Co to dało klientom poza USA? Przede wszystkim lepsze ceny Vansów i dostęp do najbardziej designerskich modeli bez miesięcy oczekiwania.


2004: na podbój Internetu

Tym, co odróżniało Vansy od innych marek butów sportowych była możliwość stworzenia spersonalizowanej pary. Od 2004 roku ruszyła sprzedaż internetowa wszystkich modeli, wraz z możliwością stworzenia własnej pary obuwia ze wszystkich najpopularniejszych modeli. A dziś klienci mogą zaprojektować własne Vansy w fasonach: Vans Era, Slip-on, Old Skool, Vans Authentic, Authentic Lo-Pro, 106 Vulcanized czy Chukka Low.

Buty Vans

 

Pięć dekad obecności na rynku obuwniczym to pięćdziesiąt lat historii, która niejednokrotnie zaskakuje. Nie sposób się więc dziwić, że mimo upływu czasu, Vansy nadal są lubiane przez fanów streetwear czy casualowego stylu.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*